Wigilia – wanilia

Wczoraj, jak co roku, odbyła się Wigilia. Wiele lat źle mi się kojarzył ten dzień, z bufonadą, nieszczerymi życzeniami, z pazernością. Dziś jednak Wigilia dla mnie tożsama jest z radością, świętem rodziny i miłym towarzystwem. Wczorajsza wyprawa, bo to była 200 km wyprawa, zaczęła się z samego rana o 8:00. Normalnie wstaję o 11 – 12 i budzikom śmierć…
Tak więc skoro świt z 3,5 metrową choinką na dachu Audinia i workiem pełnym prezentów wyruszyliśmy z Karolem świętować. Droga – jak droga, przegadaliśmy całą i ani się obejrzeliśmy, a byliśmy na miejscu. Piękny pałac i ogrody Donnesmarków były oprawą naszej Wigilii. Najpierw choinka – zamontować, przyciąć wierzchołek i postawić. Później lampki – dookoła – świecą. Teraz prezenty – cały pełny worek jutowy. Jeszcze tylko rozmów garść, opowieści co i jak, bo nieczęsto się widzimy. I wraz z telewizyjnymi kolędami, w tym roku wyczepiście zainicjował mój ukochany Zakopower, zasiedliśmy do stołu. Mój żołądek tak się cieszył, że mało z głodu nie zemdlałem. Ale jest – już – teraz. Świąteczny obiad pełen smakołyków. I miłe rozmowy, śmiech tak nieczęsty u mnie – rasowego wariata depresanta. Po obiedzie prezenty. Cała masa i naprawdę wypasionych. Ja np. dostałem książkę, o której marzyłem – najnowszy przekład Pisma Świętego /Stary i Nowy Testament/, wypasione perfumy i pada do rysowania na kompie /wkrótce coś Wam narysuję/. Reszta biesiadników nie była wcale gorsza. Prezenty, radość ich dawania i otrzymywania nie miały końca. Szczęśliwi, rozmarzeni, beztroscy zaczęliśmy snuć plany na przyszły rok i definiować obowiązki. W doborowej kompanii przy dźwięku rozmów, śmiechów i szczerej radości dotarliśmy do późnej nocy. Po drodze był, w telewizji, której na co dzień nie oglądam, bo nie mam, mój ulubiony film „Zróbmy sobie wnuka”. Nadszedł czas rozstania i pożegnań. Droga powrotna upłynęła nam w sennym rozmarzeniu przy pustych ulicach. W domu czekała na nas głodna rozwrzeszczana czereda. Dziewczynki /pieski/ dostały swój specjalnie przywieziony obiad wigilijny. A koty zakupiony tylko dla nich pasztet i serduszka. Prysznic, piżama, łóżko i natychmiastowy zjazd w świąteczny sennnnnn… hohoho…!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje fibździ mibździ. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz