Refleksja

Spotkałem się z byłą żona w sądzie, aby ustalić pewne sprawy. Sądu nie interesuje nic, czy ojciec spotyka się z dziećmi, czy wie co się u nich dzieje, czy matka która wychowuje te dzieci jest alkoholiczką, czy się szlaja, czy wrzeszczy i niszczy psychicznie dzieci. Interesuje Sąd tylko i wyłącznie czy ojciec płaci alimenty, czy odpowiednio duże i nie czy zarabia i ma te pieniądze, ale czy ma możliwość zarabiania. Masz dwie ręce, dwie nogi i łeb to płać. Nie ważne czy miałeś zawał, czy chorujesz, jesteś ślepy, nie ważne, że odizolowano cię od dzieci. Płać, płać, płać bo państwo prorodzinne nie ma zamiaru wspierać twojej byłej rodziny. Płać mimo wszystko – bo żyjesz. No cóż. Jest to jawna dyskryminacja jednego z rodziców. A może ja bym chciał żeby była żona nie przepijała i trwoniła moich pieniędzy. Może chciałbym aby moje dzieci były zdrowe psychicznie a nie tak jak ja zniszczone przez byłą żonę i lata krzyków, awantur, lenistwa byłej żony i zmęczenia ciągłą opieką nad dziećmi i pracą w pojedynkę na rodzinę. Może bym chciał, żeby te dzieci mieszkały ze mną w moim domu pośród zwierząt wraz z kochającą je kobietą /obecną moją żoną – której dobroć i oddanie jest tak wielkie, że boję się uprowadzenia jej do nieba jako święta/. Ale kogo to obchodzi co ja chce, na pewno nie Państwo, na pewno nie sąd. Kogo interesuje dobro dzieci, na pewno nie Państwo, na pewno nie sąd. Płać tej szantrapie bo my nie chcemy… A nie zapłacisz to odbierzemy ci wszystko, mimo że wszystko co miałeś pozostawiłeś byłej żonie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje fibździ mibździ. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz