Najtrudniej poznać samego siebie

moim ojcem jest diabeł

Moim ojcem jest diabeł

w prawdziwie/oświecenie/zdrowotnie

Często stosuję zabieg wiwisekcji, aby unaocznić sobie swoją słabość, aby ją po prostu porzucić, bo porzucić trzeba wszystko, mimo bolesności, mimo cierpienia, mimo wszystko – porzucić musisz wszystko, Witku – dobre i złe. Porzucam wszystkie wyobrażenia o sobie i swoich bliskich, ponieważ ja – to ego, oni także, zaś ego tworzy myśli, a te cierpienie. A za cierpienie w swym życiu już podziękuję. Namaste. Zatem …

moim ojcem jest diabeł.

moim ojcem jest diabełJednym z elementów porzucenia /puszczenia/ jest wybaczenie, ale do tego często dochodzimy poprzez odkłamanie, ból, cierpienie, łzy, złość, a bywa, że nienawiść. Na tę ostatnią nie możemy sobie pozwolić, bo uderza ona w nas samych, zatem nam się nie opłaca.

Dlatego odkłamujemy wszystko, zaczynając od siebie. Jak? Jak chcesz, ale odkłamuj – przyznaj przed sobą, w lustrze, sam na sam, przy świadkach, jakkolwiek chcesz, ale odkłam. Odkłam to, co cię boli i odkłam też własne zasady, bo skądś się wzięły. Odkłam dzieciństwo, odkłam czas młodości, odkłam teraz, odkłam wszystko, bo nie przeżyjesz. Literalnie – umrzesz.

Odkłam później najbliższych, z których jesteś – ojca i matkę, odkłam ile możesz, reszta sama przyjdzie. Rycz, płacz, weź na klatę i porzuć. Nie walcz z tym, przyjmij, pokochaj i odpuść. Dla siebie, pokoju, spokoju i szczęścia. Nie ma innej drogi do szczęścia jak miłość, ale ona potrzebuje pustego czystego miejsca w tobie. Porzuć zatem wszystko i przebacz. A jak umiesz, porzuć wszystko, nawet bez odkłamywania i ciesz się, że to już nigdy nie wróci.

Moim ojcem jest diabeł.

Moim ojcem jest diabeł – czego dotknął to zniszczył, kto go pokochał – umarł. Zniszczył bliskich, zabił kochających, zostawi po sobie traumy i zgliszcza. Na koniec został sam. Nie może patrzyć na to, co zrobił, więc nie widzi, oczy odmówiły mu posłuszeństwa. Moim ojcem jest diabeł. Piszę to, aby dołożyć swą małą cegiełkę do odkłamywania świata. Innej drogi do pokoju, spokoju, szczęścia i miłości nie ma. Prawda w nas to miłość nasza, reszta to polityka, czyli kłamstwo. Obecnie wszystko nim jest. Zatem czas odkłamać. Dla szczęśliwości i zdrowia! Ale w trakcie odkłamywanie może zaboleć!

Skoro moim ojcem jest diabeł, kim wobec tego jestem ja?

Życie pokazuje, że dorastając stałem się adwokatem diabła, który dla swojej wygody zakłamuje własną rzeczywistość. Wszystko co niewygodne nasz mózg z łatwością wypiera. Ale czy to oznacza, że się tego pozbywa? Nie. Te traumy, konflikty, wraz z bólem i cierpieniem pozostają. Dlaczego? Bo nie zostały ujawnione i rozwiązane. A przecież moją rolą jest przyjąć, wybaczyć i porzucić wszystko. Ojciec i matka dali mi to co najlepsze. Najlepszą wersję siebie. Matka, tworząc z miłości matczynej czyste i zdrowe jajeczko, ojciec dając najlepszego zawodnika. Cóż mogę od nich chcieć więcej? Czy mogę ich oceniać, skoro dali mi to co tu najcenniejsze, czyli życie?

A to, że we mnie jest tyle bólu, cierpienia i niezgody, to moja własna sprawa i tylko ja mogę sobie dopomóc, rozliczając się z przeszłością – pozostawiając ją i uwagę swą kierując na tu i teraz. Okazuje się bowiem, że moje myśli i uczucia krzywdzą mnie samego, zatem czas to pozostawić za sobą. Jak? A przestać po prostu o tym myśleć. Należy się cieszyć, że to co w naszym życiu było złe i traumatyczne minęło i już nigdy nie wróci.

Wnioski:

Odkrywamy, odkłamujemy, wyciągamy na zewnątrz i procesujemy, by porzucić, ale i wybaczyć. Tak – głównie sobie. No boli! Ale dzięki temu można iść dalej w to, co nazywamy życiem i to co określamy świadomością. Ponoć nie trzeba cierpieć, lecz znam to tylko z teorii. My, Polacy cierpienie mamy w standardzie, wyssane z mlekiem matki i czas to odwrócić, a raczej porzucić. Porzućmy ból i cierpienie, porzućmy choroby, porzućmy niedostatek i biedę, na koniec porzućmy te wszystkie stare programy, które nosimy w głowie. To one sprawiają, że cierpimy, ale to my możemy to zmienić. Ja mogę!

Czasem jak gadam z przyjaciółmi i znajomymi, w różnym wieku, na temat ich rodziców, ale także moich, to włos się na głowie jeży. Myślę sobie wówczas, czy to my ludzie sami sobie to zrobiliśmy? Czy ja to sobie zrobiłem? Bo przecież snując jakąś opinię na dany temat, rozpamiętując, kreuję ten temat, wspieram go energetycznie i jego uwidacznianie się w moim życiu, nie koniecznie w ogóle. To dotyczy również całości życia wokół – polityki, systemu, religii – wszędzie tam gdzie mam opinię na dany temat i gdzie ją wysławiam mentalnie, czy głosowo w świat, niezależnie czy jestem za, czy przeciw, świadomie lub nie rezonując wspieram. Zatem nie rezonuję.

Dostrzegam także, rozumiem i wybaczam swojemu ojcu, bo jakże ciężkie doświadczenia musiał przeżyć ten człowiek, że wybrał zło. Co musiało mu się przydarzyć, że założył tak okropną i trudną maskę. I na koniec – przecież to ja – jak nie zaakceptuję siebie, to jak mam żyć. Namaste – Tato. Kocham Cię.

PS. Rycz, krzycz, ale nie kłam!

ostatnie z prawdziwie

pewność siebie

Pewność siebie

Pewność siebie Kilka wskazówek, jak podnieść niską samoocenę Każdy człowiek ma poczucie
Matrix

Świat to Matrix

Człowiek aby żyć, nie musi władać ziemią, nie musi wcale jej posiąść,
Translate »
idź do góry