Myśli nam się wylewają

Myśli nam się wylewają

w filozoficznie/prawdziwie/świadomie

Myśli nam się wylewają. Nieustannie myślimy, oceniamy, nadajemy cech, wymyślamy i konfabulujemy, przekonani o swojej racji, ba wyższości. O tym, że coś lub ktoś, ma być taki jak chcemy. Toż to zwykła niedorzeczność, nieprawdopodobieństwo i zawężenie roli danej rzeczy i lub dyskryminowanie człowieka, bo on ten człowiek ma być taki jak my chcemy. I  kłapiemy, wrzeszczymy, gadamy, myślimy – cały czas w oporze, złości, niemocy.

Myśli nam się wylewają

Myśli nam się wylewają – Obserwacja:

Cedujemy nieustannie własną niezaradność, nieumiejętność, niezrozumienie i w końcu własne nierozwiązane problemy na kogoś innego niż my sami. A nikogo innego w naszym osobistym życiu nie ma. Kogo zatem obwiniamy jeśli spytam? Czy ten ktoś lub coś jest obok ciebie, w tobie non stop – NIE. Bywa, że już dawno go nie ma w twoim życiu, a ty dalej swoje. Zrozum “ktosia” nie ma, to tylko zlepek jakichś wyobrażeń, myśli, ocen i niejednokrotnie stwierdzenie “bo tak chcę!”, “tak ma być!”. Koń by się uśmiał.

Myśli nam się wylewają – Rozważania:

Ale cierpimy i umieramy, bo tak. Bo tak postanowiła nasza podświadomość, nasze ego, nie my. Kto świadomy zadawał by sobie tyle cierpienia? Ale nieświadomy owszem, nieświadomy tak i będzie się jeszcze z tym obnosił, pokazywał jak cierpi i kto bardziej cierpi. Będzie się odgrażał światu. Toż to wierutna bzdura i bujdy na resorach. I co gorsza, ta niezgoda na świat, im bliżej nas, np. dotycząca rodziny i naszych oczekiwań względem niej, to największy ból, choroba i cierpienia. To widać gołym okiem, a my dalej swoje. Jest to co jest, nic ponad.

Każda choroba ma podstawę psychiczną, nie tylko depresja, bo każda związana jest z konfliktem wewnętrznym. A my co, zamiast poszukać w sobie tego konfliktu, poczytać, zrozumieć i przyjąć, gnamy do ktosia, kogoś na kogo scedowaliśmy ratunek dla nas. Doprawdy? Oddajemy swoje życie komuś, bo się nam wydaje, że pomoże? Widział to kto? Tchórzymy tam gdzie trzeba rozwiązywać, izolujemy gdzie trzeba zareagować, uciekamy z miejsc gdzie trzeba zmieniać i biadolimy, na to, tamto, owo.

Myśli nam się wylewają – Podsumowanie:

A co by się stało, gdybyśmy na wszystko się zgodzili, że jest jak jest, bez oceny, bez nazywania, bez konfabulacji – po prostu? Co gdybyśmy przyjęli świat do siebie i dostrzegli w nim piękno, takie jakie jest, a nie takie jak nam się wydaje, że ma być? Gdybyśmy odstąpili od naszych przekonań, nie przyjmując innych, a tylko obserwując i działając tam gdzie nas porywa? Co gdybyśmy zaczęli dla siebie być dobrym, wyrozumiałym, szczodrym i kochającym? Najpierw dla siebie, a jak już się nauczymy, to dla innych. Co by się stało takiego, jakby nagle wszyscy odkryli w sobie człowieczeństwo?

PS. Pomyślmy rozważnie i zacznijmy od siebie.