Najtrudniej poznać samego siebie

Nie ma nic na zewnątrz

Nie ma nic na zewnątrz – oświecenie

w świadomie/filozoficznie/prawdziwie

Zbyt długo rozważam to zagadnienie i obserwuję, by nie być pewnym tego, że nie ma nic na zewnątrz mnie. Te wszystkie przeszkody, niepowodzenia, choroby i stan ducha, to moja i tylko moja zasługa. W pełni moja – świadoma lub nie. Kreuję sobie życie jakie chcę, ale traumy i konflikty również kreuję, kreuję pustkę i działanie, dolę i niedolę bo z jakichś powodów są mi potrzebne. Z jakich? A no właśnie!

Nie ma nic na zewnątrz nas

Nie ma nic na zewnątrz

Nie ma nic na zewnątrz – Rozważania:

Wszystko na niebie i ziemi wskazuje, że reinkarnacja wiecznej świadomości odbywa się za zgodą i wiedzą tej świadomości. Przysłowiowe hasło “rodziców się nie wybiera” jest błędne, bo się wybiera. To kim jesteśmy również, co przeżywamy także z grubsza. Wybieramy, aby mieć pewne cechy charakteru, pewne schematy i programy, pewne status quo, które pozwoli nam przepracować to, co do tej pory przepracować nam się nie udało w poprzednich wcieleniach. Mało tego, nie trzeba być bajkopisarzem i terapeutą, aby się z tego leczyć, uzdrawiać, naprawiać i rewitalizować /uwielbiam to słowo – takie obszerne/.

Nie ma nic na zewnątrz – Obserwacja:

Gdy działamy nieświadomie, a czynnikiem sterującym jest ego, wówczas rzeczywistość się wydarza. Dzieje się tak jak miało być i jest jak jest. Ale gdy tylko zaprzęgniemy do kierowania sobą świadomość, już rzeczy mają się z goła inaczej, bo działamy adekwatnie do sytuacji, rozumiejąc ja, akceptując, ale też wpływając na nią miłością i prawdą. Jak? A no świadomie. Co znaczy świadomie? Ano uważnie. A co to uważnie? Że wiesz co robisz i co wokół ciebie. Wiesz, że jesz, wiesz, że oddychasz, wiesz, że krew płynie, ale też wiesz z czego żyjesz, zatem musisz działać, tworzyć, kreować. I warto w tym co robisz być mistrzem.

Nie ma nic na zewnątrz – Podsumowanie:

Liczy się twój stosunek do danej rzeczy, sprawy, osoby i tylko on. Jeśli jest niekorzystny, niskowibracyjny, w dysharmonii z naszą świadomością, czyli sercem, czyli prawdą, wówczas mamy konflikt i jego zewnętrzną realizację w postaci choroby lub pouczającego wydarzenia. Jeśli natomiast przyjmiemy, zrozumiemy, przepracujemy, wówczas rozwiążemy konflikt, a co za tym idzie, wszystko co niesie. Nie ma co obwiniać nikogo innego, bo nikogo nie ma w naszym życiu, a jeśli nawet ci się wydaje, że jest, to zobacz, jest czy nie w głowie? A co się stanie jeśli go nie będzie? Czy możesz sprawić, że nie będzie? No możesz!

To dlaczego tego nie robisz? Nie eliminujesz problemu, dyskomfortu, niechcianego? Trwasz w miejscu, kurczowo trzymając się starego. Boisz się? Czego? Skoro twoja świadomość jest wieczna i reinkarnujesz się wielokrotnie, zatem śmierci nie ma. Nie wiesz o tym, czy nie wierzysz? A w ZUS i US wierzysz? W system wierzysz? W te wszystkie bzdury, którymi ludzkość się karmi i trawi zarazem – wierzysz? A nie powinieneś! Bo skoro to w co wierzysz się rozpada, to znaczy, że wierzysz w wierutne bzdury, które właśnie teraz upadają. Chcesz upaść z nimi?

PS. Zmianą paradygmatu jest skierowanie wzroku na siebie i wgłąb siebie, by tam odnajdować siebie właśnie.

ostatnie z świadomie

Ogłupiali świadomością

Ogłupiali świadomością

Ogłupiali świadomością. Zaczyna mi to wyglądać, przynajmniej na tzw. zewnątrz, na kolejny
Ochotnicy do śmierci

Ochotnicy do śmierci

Ochotnicy do śmierci. Zadziwiające jest to niesamowicie, jak łatwo można znaleźć ochotnika
Translate »
idź do góry