Byłem zabiegany, nigdy nie znajdowałem dla siebie czasu. Ostatnie wydarzenia – śmierć mamy, utrata i zamiana pracy, wyprowadzka z domu od niekochającej i wrednej żony i dzieci nie pomagały mi w kontaktach towarzyskich. Deprecha wyzierała mi z oczu. Pozostawał wieczorny Internet i krótkie zdawkowe rozmowy na sieci. Nie byłem rozmowny, słuchałem ludzi, słuchałem z dużą dozą sceptycyzmu. Bo kogóż tu nie można spotkać w tym cyberświecie. Wieczorem w rozpędzie dnia zasiadałem do pracy, projektów, małych poprawek.
Nagle na monitorze ukazała się wiadomość:
- Witaj Koteńku, właśnie wzięłam kąpiel i jestem zgodnie z obietnicą…
Zaskoczony i ciekawy sprawdziłem rozmówce. Okazała się nią młoda osoba 24 – letnia kobieta o pięknym imieniu Karolina.
- oj cieszę się – odpowiedziałem – ale niespodzianka Karolina.
Rozmówczyni widocznie podobnie jak ja sprawdziła kontakt.
- ups… czyżbym ja się pomyliła? przepraszam bardzo…
Kontynuowałem nie wiedząc czemu, a raczej mając nadzieję na miłą rozmowę.
- nie ma za co naprawdę się cieszę!
- jejku, ależ ze mnie gapa straszliwa – napisała Karolina – źle mi się numer zapisało
- Na co odpowiedziałem z uśmiechem – Pachnąca kąpielą młoda dziewczyna i grzeczna cóż można więcej chcieć od życia
- haha, komplemenciarz – rzekła
- no, co Ty – aż się poderwałem jak się odezwałaś, mało mi laptop z kolan nie spadł
- ale ja nie chciałam robić zamieszania, przepraszam…
- ależ proszę częściej – odpisałem
- oj, bo będę się rumienić haha
- kurcze może dasz się zaprosić – rzuciłem
- oj … ? … a no co?
- na co zechcesz
- och, mogę odpowiedzieć dyplomatycznie? W tej sytuacji i po takim wstępie to mam na myśli coś wesołego, acz nie pozbawionego sexapilu.
- cieszę się bardzo że się pomyliłaś Karolino
- oj, doprawdy, bo się zawstydzę
- nie żartuj, po takim antre?
- dobrze, nie będę
, ależ co takiego było nadzwyczajnego w tym wstępie?
- z buta drzwi wybiłaś
- z buta? no, no, no
- a teraz się czerwienisz?
- nie, żartuję
- no to super
- a gdzie mieszkasz Sprytny Lisku?
- a nie sprawdziłaś sobie kurko
- niee, już patrzę
- Mmm.. Kraków…
- a można by było Karolinko
- oj, teoretycznie tak, choć mój ukochany byłby zły, haha
- co tam ukochany, ja się cieszę Karolina
- tyle dobrze, że ktoś się cieszy
- widzisz dajesz radość, a to sztuka
- oj, dziękuję pięknie, to miło dawać radość, tym bardziej tajemniczemu nieznajomemu – jak perwersyjnie zabrzmiało….
- istotnie. Karolinko?
- tak?
- a tak nawiasem mówiąc jak się wykapiesz to zaglądnij do mnie jeszcze kiedyś. Boże jaka mi radość sprawiłaś
- Mmmm…. odwrotnie – ty do mnie zaglądnij może
- jasne że to zrobię, Dobranoc Karolinko
- Dobranoc Witku
- miłe spotkanie chciałbym uczcić wierszem dla Ciebie
- dobrze proszę…
Z kąpieli przyszłaś do mnie na noc,
Pachnąca lasem, łąką, trawą.
Cicho więc mówię Ci dobranoc,
Mając nadzieję na spotkanie.
Karolinie z kąpieli Witek
Było jeszcze sporo takich spotkań na Gadziorze, sporo wieczorów spędzonych razem. Później kilka spotkań w realu ale o tym następnym razem. I cóż od sześciu lat jesteśmy razem, a od roku wspaniałym małżeństwem. Kochającym się i rozumiejącym. 24 godziny na dobę spędzamy ze sobą, razem pracujemy nad projektami, razem dbamy o nasze zwierzęta, razem jeździmy na wystawy kotów i wszędzie zresztą. Razem kochamy, razem się śmiejemy, razem z rzadka płaczemy. Razem kochamy Internet za to że dał się nam pokochać. W miedzy czasie razem napisaliśmy opowiadanko…
ONA
Topię się w gorących strumieniach wody, kładę stopę na kant wanny, a po mojej nodze spływa piekielnie wrząca struga wprost z kranu. Małe kropelki wykonują jakieś dziwne afrykańskie rytmy na moich skroniach, drżą, pląsają, gonią jedną drugą, spływając po policzku i szyi. Ból rozrywa mi głowę. Zanurzam ją w wannie, a włosy pływają w wodzie jak tysiące maleńkich rusałek – krucze, hebanowe niteczki. Wyglądam jak topielica, blado, bardzo blado, ukrop wody powoduje, że chorobliwe zimno mija, ogarnia mnie stan nieważkości, odpływam w słodki waniliowy niebycik, nie ma mnie tu, ani też w żadnym innym miejscu, nie ma mnie, nie wracam…
Noc uniosła już swój smolisty i czarny tyłek, dookoła cisza błoga i bezkresna.
Spać, spać tylko… zwinąć się w kłębek, zakopać w swej norce i spać…
Nie mogę, obiecałam, siądę tylko na moment przed monitorem, tylko na sekundkę, na mgnienie oczka, błysk malusi… Siądę! Nie lubię tego robić, sprowadzam się do mechanicznych rozwiązań, używam ciągle tych samych słów, nie ma powietrza, bólu mięśni, szoku, zdziwienia czy dreszczy – li tylko monitor. Potężny i groźny monitor, który gapi się i podgląda, nasłuchuje badawczo, wścibsko… Szpieg!
- Witaj Koteńku, właśnie wzięłam kąpiel i jestem zgodnie z obietnicą…
- Oj cieszę się – odpowiedział. – Ale niespodzianka!
Pomyliłam się, zmęczenie i znudzenie tym wszystkim, co tutaj, dawało mi się bardzo we znaki. Jest on, ale nie ten on, który miał być. Świetnie!
To, że nie wiem, kim jest, pozwala mi odczuwać, co mówi, w przedziwnie dokładny i szczegółowy sposób, jest zjawiskiem samym w sobie, zaistniał w sposób nierzeczywisty – ale jakże wyrazisty i odczuwalny. Witold, no, no… krótka, acz ciekawa rozmowa. Zapamiętam go sobie!
Stoję przed lustrem w łazience, stroję głupie miny, wyciągam język, oblizuję się, parskam śmiechem, zanurzam palec w słoiczku kremu i rysuję nim ślady na twarzy, kreślę koliste znaki… Dotykam powiek, brwi, ust. Potem zlizując krem, wymawiam na głos to nowe, obce całkiem imię, cichutko, pod nosem, potem poważniej, dalej śmiesznie. Parskam, mruczę je głośno, cedzę, sylabizuję, wypowiadam na tysiąc sposobów…
ON
Oswajam się! Niteczka porozumienia skrzy się krystalicznie i błyska subtelnie. Ktoś przywołuje mnie na swój skraj i być może patrzy uważnie, jak się chwieję i waham, po równi wiedziona ciekawością jak i przestrachem. Czasem wyrazistość tego, co chcę, przeradza się w skrajność – chcę za bardzo, czego chcieć nie powinnam. Jest we mnie coś tchórzliwego, wymykam się sama sobie, uciekam. Podczas gdy świat w swej bezczelnej wspaniałomyślności trwa i trwa. I dobrze!
Zasypiam…
Był moment, że rachunek z sieci telefonicznej opiewał na parę stów. Trzeba było wykupić telefony w jednej sieci tak żeby rozmowy były za darmo. Rekord zaoszczędzonych połączeń opiewał na dużo ponad 1000 zł. Hehehe.