Układ karmiczny

Główna idea KARMY głosi,  że czyny tworzą przyszłość, przez ten aspekt każdy jest odpowiedzialny za własne życie, cierpienie i szczęście, jakie sprowadza na siebie i innych.

Można się zastanawiać nad tym zagadnieniem na wiele sposobów, analizować, snuć domysły. Każdy z nas miał, ma lub będzie miał odczucie KARMY na własnym przykładzie. Ja także mam i często uświadomienie tego faktu pozwala mi się pogodzić z wieloma wydarzeniami życia. Nie jestem święty i czasem coś zawalę  – postąpię niezgodnie z sumieniem. Wiele lat wstecz, chociaż nie tak dawno, sprawiłem zawód i ból swojej matce, czego szczerze żałuję, ale cóż, karma poszła w ruch. Teraz od półtora roku doświadczam tego samego ze strony swoich dzieci. Podobnież one odczują to kiedyś. Być może zrozumieją, być może nie, nie ważne to teraz. Ja naruszyłem harmonię i porządek rzeczy i teraz to świadomie odczuwam w bólu. Wiele spraw, patrząc przez pryzmat KARMY, jest zrozumiałych i jasnych. Nie kradnę, żeby nie zostać okradzionym – chociaż to nie zawsze tak działa. Nie kłamię, nie oszukuję, a i tak jestem oszukiwany – ha, ale jako że bilans musi wyjść na zero jestem kochany, żyję, mam dach nad głową i pracę. Szanuję i pielęgnuję Karola i ona mnie kocha i szanuje. Dbam o swoje koty i psy, a one kochają mnie bezgranicznie. Wiem, że pisze frazesy, ale po prostu nad tymi frazesami się zastanawiam w kontekście religii, filozofii, etyki i zasad moralnych. Rozumiem, co znaczy „nadstawić drugi policzek” i po co to się robi. Rozumiem też wszelkie przykazania i wiem po co one są. Wiedzę też, że wielu ludzi nie rozumie i widzę, że życie ich doświadcza. Ktoś jest niesłowny i nieuczciwy – bach – rozchorowuje się on i jego rodzina. Dlaczego rodzina, a no bo brała w tym udział – w końcu ludzie rozmawiają ze sobą, biorą udział we wspólnych decyzjach lub przystają na te złe. Ktoś inny notorycznie łga – bach – nagle zostaje sam i ludzie, którzy powinni, mu już nie ufają, odsuwają się. Znam takie spektakularne przykłady /z bardzo bliska/, gdzie jeden człowiek wyrządza drugiemu krzywdę, a później ginie /na śmierć/. Tak też się zdarza, ale to już inna historia.

Fajne są takie spostrzeżenia – dobrze nad tym się zastanawiać. To czyni przynajmniej mnie bardziej ludzkim i świadomym, a przede wszystkim uczciwym. A was?

Opublikowano Moje fibździ mibździ | Otagowano , , , | Skomentuj

Królów życie

Być przy miesiącu poczętym
Skryć się w umyśle nietkniętym
I czekać tam
Aż przyjdzie ten czas
Nietknięty, zamknięty
Zamknięcie niepojęty

W oczy im śliną strzelić
Zwiać gdyby chcieli zdzielić
I czekać na życie
I czekać na świniobicie
Mankiety wyczyścić schludnie
Nastawić się na południe
I czekać na życie
I czekać na dobre życie
Kto wie czy kiedyś spadnie
I czy nas ucieszy snadnie
I może być cudnie
Lecz może też być okrutnie
Być może to jeszcze chwila
Być może to tylko mila
Czekam na życie
Czekam na królów życie
A ty niczym krawiec biedny
Masz w sobie chleb powszechni
Ty czekasz na życie
Ty czekasz na wielkie szycie
I ja razem z Tobą bracie
Leżąc na gołej macie
Ja czekam na życie
Czekamy na królów życie
Kto wie może my maluczcy
Siądziemy do Pańskiej uczty
Będziemy się śmiali
Że byliśmy tacy mali
Być może nas nic nie dzieli
Lecz trzeba się ośmielić
I rzucić się w życie
Przywitać to królów życie

Opublikowano Wiersze niepierwsze | Otagowano , , | Skomentuj

Dla Kuny

Gdzieś za ścianą rośnie mrok
Pożera wszystko w strasznym tempie
Idąc cicho lekki krok
Czuję obok oczy sępie
Nie mogę nie drżeć nie czuć strachu
Coś co czai się czyha na mnie
Boję się  starcia boje się zamachu
I krzyczę nie

Po prostu nie mogę zostać tu
Dać się zarżnąć zjeść na sucho
Z ludzką wydrą siąść do stołu
Manekinem masą głuchą
Musi zadrżeć także on
Monstrum na pajęczych nogach
Strach zaniknie, później sąd
Precz trwoga

Opublikowano Wiersze niepierwsze | Otagowano , , | Skomentuj

Plugastwa

Myślisz że plugastwa plotę
Boisz się słów
Dymania
Ty bałwochwalco, purytanie
Wolisz śliczne słówka
I kołdrę skrywającą samogwałty
Krzycz, kamionuj
A i tak nie zdławisz tego co idzie.
Dobądź słowa
Bal piekielny
W uszach dzwoni niedorzeczność
Wprzódy znajdę sławę orgii
Nim zdobędę czyjąś grzeczność
I co głupcze
Cóż po Tobie
Myśl zbłąkana ciągle goni
W skołatanej Twojej głowie
Zasiądź do mej uczty
Bądź przeklęty
A … jeszcze jedno
Zanim zgaśniesz
Dobądź słowa
I przeklnij siebie samego

Opublikowano Wiersze niepierwsze | Otagowano , , | Skomentuj

Galeria

Obrazy zbierasz, cały Ty
Masz swój dossier, cały Ty

Lecz głowę kulisz niczym psiak
Bezbronność czujesz, leżąc na wznak
Odganiasz trwogi, myśli złe
Chcesz być w tych miejscach, gdzie nie mogę

Wystawa uczuć, cały Ty
Chcesz innym współczuć, cały Ty

Wciąż zbierasz to, co czujesz w nas
Ogarnąć myśli chciałbyś na raz
Dogonić siebie starasz się wciąż
Wyciskasz mózg niczym miąższ

Humory miewasz, cały Ty
Często się gniewasz, cały Ty

Wybaczyć chciałbyś wszystkim nam
Uchylić nieba, lecz czujesz się sam
Czekasz na kogoś tęsknie tak
Lecz wszystko zwykle dzieje się wspak

Opublikowano Wiersze niepierwsze | Otagowano , , | 1 komentarz

Graństwo

Na kolanie szybko piszę i …
Nie wiem co do głowy strzeli mi.
Mózg, marchewka, no i gwałt.
Sen proroczy, mały żart.
Na kolanie szybko piszę.

Przyłbicą z miękkich chmur,
w szaleństwo ruszam dziś.
Gdzieś obok szukam bzdur,
mały pluszowy miś.
Dwie lampki, może trzy,
na ustach słodki smak.
Gdzieś w sobie czuję ból,
chcę spać lecz nie wiem jak.
Może odgadnę to
W podróży byle gdzie.
Miłość ogłupia mnie,
pal licho nie ma Cię.
Już nie wiem,
nie wiem sam,
co chcę, a czego nie.
Zamykam drzwi na klucz,
połykam łzy.

Na kolanie znowu piszę i …
Nie wiem co do głowy strzeli mi.
Kość, domino, róże trzy,
niewiadoma mglista Ty.
Na kolanie znowu piszę.

Opublikowano Wiersze niepierwsze | Otagowano , , | Skomentuj

Pajęcza miłość – nasza historia

Byłem zabiegany, nigdy nie znajdowałem dla siebie czasu. Ostatnie wydarzenia – śmierć mamy, utrata i zamiana pracy, wyprowadzka z domu od niekochającej i wrednej żony i dzieci nie pomagały mi w kontaktach towarzyskich. Deprecha wyzierała mi z oczu. Pozostawał wieczorny Internet i krótkie zdawkowe rozmowy na sieci. Nie byłem rozmowny, słuchałem ludzi, słuchałem z dużą dozą sceptycyzmu. Bo kogóż tu nie można spotkać w tym cyberświecie. Wieczorem w rozpędzie dnia zasiadałem do pracy, projektów, małych poprawek.

Nagle na monitorze ukazała się wiadomość:

- Witaj Koteńku, właśnie wzięłam kąpiel i jestem zgodnie z obietnicą…

Zaskoczony i ciekawy sprawdziłem rozmówce. Okazała się nią młoda osoba 24 – letnia kobieta o pięknym imieniu Karolina.

- oj cieszę się – odpowiedziałem – ale niespodzianka Karolina.

Rozmówczyni widocznie podobnie jak ja sprawdziła kontakt.

- ups… czyżbym ja się pomyliła? przepraszam bardzo…

Kontynuowałem nie wiedząc czemu, a raczej mając nadzieję na miłą rozmowę.

- nie ma za co naprawdę się cieszę!

- jejku, ależ ze mnie gapa straszliwa – napisała Karolina – źle mi się numer zapisało

- Na co odpowiedziałem z uśmiechem – Pachnąca kąpielą młoda dziewczyna i grzeczna cóż można więcej chcieć od życia

- haha, komplemenciarz – rzekła

- no, co Ty – aż się poderwałem jak się odezwałaś, mało mi laptop z kolan nie spadł

- ale ja nie chciałam robić zamieszania, przepraszam…

- ależ proszę częściej – odpisałem

- oj, bo będę się rumienić haha

- kurcze może dasz się zaprosić – rzuciłem

- oj … ? … a no co?

- na co zechcesz

- och, mogę odpowiedzieć dyplomatycznie? W tej sytuacji i po takim wstępie to mam na myśli coś wesołego, acz nie pozbawionego sexapilu.

- cieszę się bardzo że się pomyliłaś Karolino

- oj, doprawdy, bo się zawstydzę

- nie żartuj, po takim antre?

- dobrze, nie będę :) , ależ co takiego było nadzwyczajnego w tym wstępie?

- z buta drzwi wybiłaś

- z buta? no, no, no

- a teraz się czerwienisz?

- nie, żartuję

- no to super

- a gdzie mieszkasz Sprytny Lisku?

- a nie sprawdziłaś sobie kurko

- niee, już patrzę

- Mmm.. Kraków…

- a można by było Karolinko

- oj, teoretycznie tak, choć mój ukochany byłby zły, haha

- co tam ukochany,  ja się cieszę Karolina

- tyle dobrze, że ktoś się cieszy

- widzisz dajesz radość, a to sztuka

- oj, dziękuję pięknie, to miło dawać radość, tym bardziej tajemniczemu nieznajomemu – jak perwersyjnie zabrzmiało….

- istotnie. Karolinko?

- tak?

- a tak nawiasem mówiąc jak się wykapiesz to zaglądnij do mnie jeszcze kiedyś. Boże jaka mi radość sprawiłaś

- Mmmm…. odwrotnie – ty do mnie zaglądnij może

- jasne że to zrobię, Dobranoc Karolinko

- Dobranoc Witku

- miłe spotkanie chciałbym uczcić wierszem dla Ciebie

- dobrze proszę…

Z kąpieli przyszłaś do mnie na noc,

Pachnąca lasem, łąką, trawą.

Cicho więc mówię Ci dobranoc,

Mając nadzieję na spotkanie.

Karolinie z kąpieli Witek

Było jeszcze sporo takich spotkań na Gadziorze, sporo wieczorów spędzonych razem. Później kilka spotkań w realu ale o tym następnym razem. I cóż od sześciu lat jesteśmy razem, a od roku wspaniałym małżeństwem. Kochającym się i rozumiejącym. 24 godziny na dobę spędzamy ze sobą, razem pracujemy nad projektami, razem dbamy o nasze zwierzęta, razem jeździmy na wystawy kotów i wszędzie zresztą. Razem kochamy, razem się śmiejemy, razem z rzadka płaczemy. Razem kochamy Internet za to że dał się nam pokochać. W miedzy czasie razem napisaliśmy opowiadanko…

ONA

Topię się w gorących strumieniach wody, kładę stopę na kant wanny, a po mojej nodze spływa piekielnie wrząca struga wprost z kranu. Małe kropelki wykonują jakieś dziwne afrykańskie rytmy na moich skroniach, drżą, pląsają, gonią jedną drugą, spływając po policzku i szyi. Ból rozrywa mi głowę. Zanurzam ją w wannie, a włosy pływają w wodzie jak tysiące maleńkich rusałek – krucze, hebanowe niteczki. Wyglądam jak topielica, blado, bardzo blado, ukrop wody powoduje, że chorobliwe zimno mija, ogarnia mnie stan nieważkości, odpływam w słodki waniliowy niebycik, nie ma mnie tu, ani też w żadnym innym miejscu, nie ma mnie, nie wracam…

Noc uniosła już swój smolisty i czarny tyłek, dookoła cisza błoga i bezkresna.

Spać, spać tylko… zwinąć się w kłębek, zakopać w swej norce i spać…

Nie mogę, obiecałam, siądę tylko na moment przed monitorem, tylko na sekundkę, na mgnienie oczka, błysk malusi… Siądę! Nie lubię tego robić, sprowadzam się do mechanicznych rozwiązań, używam ciągle tych samych słów, nie ma powietrza, bólu mięśni, szoku, zdziwienia czy dreszczy – li tylko monitor. Potężny i groźny monitor, który gapi się i podgląda, nasłuchuje badawczo, wścibsko… Szpieg!

- Witaj Koteńku, właśnie wzięłam kąpiel i jestem zgodnie z obietnicą…

- Oj cieszę się – odpowiedział. – Ale niespodzianka!

Pomyliłam się, zmęczenie i znudzenie tym wszystkim, co tutaj, dawało mi się  bardzo we znaki. Jest on, ale nie ten on, który miał być. Świetnie!

To, że nie wiem, kim jest, pozwala mi odczuwać, co mówi, w przedziwnie dokładny i szczegółowy sposób, jest zjawiskiem samym w sobie, zaistniał w sposób nierzeczywisty – ale jakże wyrazisty i odczuwalny. Witold, no, no… krótka, acz ciekawa rozmowa. Zapamiętam go sobie!

Stoję przed lustrem w łazience, stroję głupie miny, wyciągam język, oblizuję się, parskam śmiechem, zanurzam palec w słoiczku kremu i rysuję nim ślady na twarzy, kreślę koliste znaki… Dotykam powiek, brwi, ust. Potem zlizując krem, wymawiam na głos to nowe, obce całkiem imię, cichutko, pod nosem, potem poważniej, dalej śmiesznie. Parskam, mruczę je głośno, cedzę, sylabizuję, wypowiadam na tysiąc sposobów…

 

ON

Oswajam się! Niteczka porozumienia skrzy się krystalicznie i błyska subtelnie. Ktoś przywołuje mnie na swój skraj i być może patrzy uważnie, jak się chwieję i waham, po równi wiedziona ciekawością jak i przestrachem. Czasem wyrazistość tego, co chcę, przeradza się w skrajność – chcę za bardzo, czego chcieć nie powinnam. Jest we mnie coś tchórzliwego, wymykam się sama sobie, uciekam. Podczas gdy świat w swej bezczelnej wspaniałomyślności trwa i trwa. I dobrze!

Zasypiam…

Był moment, że rachunek z sieci telefonicznej opiewał na parę stów. Trzeba było wykupić telefony w jednej sieci tak żeby rozmowy były za darmo. Rekord zaoszczędzonych połączeń opiewał na dużo ponad 1000 zł. Hehehe.

Opublikowano Karol mój kochany | Otagowano , | Skomentuj

Moda a szkoda

Jak już wspomniałem – kocham skórę i skórzane uniformy. W lecie noszę brązowe, w zimie czarne. Po trosze, aby być oryginalnym, a po trosze z wygody. Taki strój w lecie o dziwo chłodny, a w zimie zaś zezwalający na noszenie samego t-shirta i nienoszenie kalesonów dostarcza mi wiele radości, a także i naszej kocio-psiej trzódce. Dziewczynki cocker ki Sonia i Sekunda mogą bez oporów skakać po mnie. Wytarcie takiej kurtki bądź spodni wilgotną chusteczką zajmuje sekundę :) . Chociaż ona jest i tak bardzo zajęta.  A kociaki uwielbiają ostrzyć sobie o spodnie pazurki, co jakoś zupełnie spodniom nie szkodzi. Tak więc nosząc tą skórzaną zbroję czuję się spełniony. Zaspokaja to całkowicie moje potrzeby drugiej młodości i jednocześnie pozwala mi na indywidualność, co tak bardzo cene. Karol chyba bardziej niż ja jest zadowolony bo a) garderoba nie wymaga prania, b) równie wymiana tej garderoby następuje baaaaardzo rzadko, nawet nie wiem jak rzadko. I zawsze jest modne, a jak nie jest to zaraz będzie.

Opublikowano Moje fibździ mibździ | Otagowano , , , | Skomentuj

Kapelusz i starość

Chętnie czasami spędzam czas oglądając stare filmy. Mój Karol kupił mi przy okazji jednego z na szczęście nielicznych pobytów w szpitalu całą serię oficjalnie wydaną oooo… Poprawia mi to mój chwiejny nastrój i samopoczucie, zwłaszcza, gdy salę kinową stanowi nasza wypasiona sypialnia, a popcorn zastępują kokosowe ciastka i mleko. No wiec po oglądnięciu drugiego filmu z Indianą – oczywiście oglądam od tyłu czyli od końca te najlepsze kawałki modą z dzieciństwa, zostawiając na koniec, zapadłem w głęboki sen. I oto przyśniły mi się nasze późniejsze losy z Karolem. Ja posiwiały już z lekko przerzedzonym włosem. Karol natomiast jako dojrzała kobieta.
Bardzo lubię nosić skórzane spodnie i skórzana kurtkę – w ogóle skórę. Toteż w tym przyszłym czasie zamieniłem swoją garderobę z młodzieżowej na bardziej stosowną. Spodnie a la jeansy, buty typu trepy, marynarka obowiązkowo brązowa i kamizelka – wszystko ze skóry oczywiście i skórzany kapelusz, który już czeka na mnie zawieszony na haku. Wypisz wymaluj Indiana. Chodziliśmy tak z Karolem wszędzie, ja szczęśliwy, Karol zakochany. Ciągle niestety ktoś wyskakiwał z prośbą, abym ten swój ulubiony kapelusz zdjął. A to w muzeum, a to w teatrze i oczywiście w restauracjach. Wpadłem więc na senny pomysł i wytatuowałem sobie na czole oryginalny napis „Chuj ci w dupę”. Problem zdejmowania kapelusza ustał. Owszem zdarzały się sporadyczne prośby o jego ściągnięcie, ale zaraz po wykonanej chętnie czynności następowała prośba o jego założenie. Czego to mózg wariata w sennej malignie nie wymyśli :) .

Opublikowano Senne marki i mareczki | Otagowano , , | Skomentuj

Bociany

Odkryliśmy z Karolem bocianie gniazdo założone na słupie „telegraficznym” haha – żartuję -prądowym. Para tych dostojnych i pięknych ptaków – boćków doczekała się potomstwa – małego boćka. Rodzice dumnie i odpowiedzialnie sprawują pieczę nad swoim bociusiem, który jeszcze nie potrafi latać. Baczny obserwator okolicznych pól zauważyć może bocianie balety, zwłaszcza tam, gdzie jest odludnie i wilgotno, czyli tukey haw – to rytuał żerowania. My staliśmy osłupiali jak barany, patrząc na tatę boćka łowiącego żaby o 4 metry od nas. Głowa rodziny – bocian dostojnie poluje a raczej szwenda się po mokradłach , by zapewnić byt swojej rodzinie i odkarmić potomstwo – czyli małego boćka. Maluch samodzielność uzyska dopiero na kilkanaście dni przed odlotem do Afryki, gdzie będzie zimował. Póki co obala się na prawo i lewo pod czujnym okiem Boćkowej. Co ciekawe – nie poleci tam w asyście rodziców, a sam, kilka dni przed nimi. Do pokonania ma ponad osiem tysięcy kilometrów – życzymy mu powodzenia i z utęsknieniem czekamy na przylot w przyszłym roku. Masz zdrowie mały boćku. Skąd inąd zawsze przypominają mi się słowa z Sexmisji, pełne nadziei i radości – cyt: Bociek, Bociek … jak on może … to i my możemy.
Co roku bociany są, choć nie co roku maluchy. Miejsce nam tylko znane, odwiedzamy regularnie i zawsze się zachwycamy tymi ptakami. Chociaż nie chcemy by te bociany stały się dla nas symboliczne :) .

Opublikowano Koty za płoty i psy za pchły | Otagowano , | Skomentuj