Kapelusz i starość

Chętnie czasami spędzam czas oglądając stare filmy. Mój Karol kupił mi przy okazji jednego z na szczęście nielicznych pobytów w szpitalu całą serię oficjalnie wydaną oooo… Poprawia mi to mój chwiejny nastrój i samopoczucie, zwłaszcza, gdy salę kinową stanowi nasza wypasiona sypialnia, a popcorn zastępują kokosowe ciastka i mleko. No wiec po oglądnięciu drugiego filmu z Indianą – oczywiście oglądam od tyłu czyli od końca te najlepsze kawałki modą z dzieciństwa, zostawiając na koniec, zapadłem w głęboki sen. I oto przyśniły mi się nasze późniejsze losy z Karolem. Ja posiwiały już z lekko przerzedzonym włosem. Karol natomiast jako dojrzała kobieta.
Bardzo lubię nosić skórzane spodnie i skórzana kurtkę – w ogóle skórę. Toteż w tym przyszłym czasie zamieniłem swoją garderobę z młodzieżowej na bardziej stosowną. Spodnie a la jeansy, buty typu trepy, marynarka obowiązkowo brązowa i kamizelka – wszystko ze skóry oczywiście i skórzany kapelusz, który już czeka na mnie zawieszony na haku. Wypisz wymaluj Indiana. Chodziliśmy tak z Karolem wszędzie, ja szczęśliwy, Karol zakochany. Ciągle niestety ktoś wyskakiwał z prośbą, abym ten swój ulubiony kapelusz zdjął. A to w muzeum, a to w teatrze i oczywiście w restauracjach. Wpadłem więc na senny pomysł i wytatuowałem sobie na czole oryginalny napis „Chuj ci w dupę”. Problem zdejmowania kapelusza ustał. Owszem zdarzały się sporadyczne prośby o jego ściągnięcie, ale zaraz po wykonanej chętnie czynności następowała prośba o jego założenie. Czego to mózg wariata w sennej malignie nie wymyśli :) .

Opublikowano Senne marki i mareczki | Otagowano , , | Skomentuj

Bociany

Odkryliśmy z Karolem bocianie gniazdo założone na słupie „telegraficznym” haha – żartuję -prądowym. Para tych dostojnych i pięknych ptaków – boćków doczekała się potomstwa – małego boćka. Rodzice dumnie i odpowiedzialnie sprawują pieczę nad swoim bociusiem, który jeszcze nie potrafi latać. Baczny obserwator okolicznych pól zauważyć może bocianie balety, zwłaszcza tam, gdzie jest odludnie i wilgotno, czyli tukey haw – to rytuał żerowania. My staliśmy osłupiali jak barany, patrząc na tatę boćka łowiącego żaby o 4 metry od nas. Głowa rodziny – bocian dostojnie poluje a raczej szwenda się po mokradłach , by zapewnić byt swojej rodzinie i odkarmić potomstwo – czyli małego boćka. Maluch samodzielność uzyska dopiero na kilkanaście dni przed odlotem do Afryki, gdzie będzie zimował. Póki co obala się na prawo i lewo pod czujnym okiem Boćkowej. Co ciekawe – nie poleci tam w asyście rodziców, a sam, kilka dni przed nimi. Do pokonania ma ponad osiem tysięcy kilometrów – życzymy mu powodzenia i z utęsknieniem czekamy na przylot w przyszłym roku. Masz zdrowie mały boćku. Skąd inąd zawsze przypominają mi się słowa z Sexmisji, pełne nadziei i radości – cyt: Bociek, Bociek … jak on może … to i my możemy.
Co roku bociany są, choć nie co roku maluchy. Miejsce nam tylko znane, odwiedzamy regularnie i zawsze się zachwycamy tymi ptakami. Chociaż nie chcemy by te bociany stały się dla nas symboliczne :) .

Opublikowano Koty za płoty i psy za pchły | Otagowano , | Skomentuj

Pierwsze kroki

Urodziłem się w 1964 roku w maju. 22-gi był dniem moich narodzin, koło 8:00 jak wspominała mama. Byłem dzieckiem spokojnym, wrażliwym, byle kleks w zeszycie powodował u mnie łzy. Wczesne lata pamiętam mgliście, ale coś pamiętam. Pamiętam dom dziadków /mieszkam w nim teraz/, babcię, która zawsze coś pichciła. A to podpłomyki, a to chleb -  w zestawie ze swojskim masłem, szczypiorkiem z ogródka i solą oraz świeżo udojonym przez dziadka mlekiem – był najlepszy. W niedzielę potrawka z królika, oczywiście przygotowanego przez dziadka oraz przepyszna wodzianka. Ale cóż to była za wodzianka, na rosole z królika, z ziemniaczkami i jarzynami, zabielana zasmażką i z pajdą chleba robionego przez babcię. Pamiętam psa Szarika, którego dostałem od dziadka. Białą w czarne plamy kuleczkę. Obowiązkowo plamka na jednym oku – prawym. Temat oka prawego jeszcze wróci. Szarik był psem wesołym, skorym do zabaw, ale z czasem przejął obowiązki swojej mamy i zaczął pilnować domu. Oczywiście przy budzie na łańcuchu. Takie to były czasy. Dziadek zawsze dbał o niego. Robił mu specjalne wyściełane obroże ze skóry, żeby nie gniotło. Buda Szarika była w szopie, w środku wyściełana suto słomą, a od góry przykryta także słomą i szczapkami drewna na opał. Zawsze pełna miska i częste spacery po ogrodzie, i wspólne zabawy umilały nam dorastanie. Szarik na starość stał się agresywny, pozostałem jedyną osobą w rodzinie której nie ugryzł :) i  jedyną, której pozwalał do siebie podejść na starość. Pamiętam przedszkole niedaleko domu babci, do którego mnie ona odprowadzała. Wczesne dzieciństwo spędziłem u dziadków, pośród psów, kotów, kur, królików, krów. W ogrodzie pełnym owoców. Często na wspólnych bójkach z kuzynem Kazkiem. Dlaczego Witek chodzi z kaskiem, bo Kazek to jego kuzyn. Pamiętam też wyjścia do pola na sianokosy, na wykopki. Pamiętam skowronki spadające z nieba i ich świergot. Pamiętam też herbatę z blaszanki o metalicznym chłodnym smaku, którą dla nas przygotowała babcia. Pamiętam omłockę – wielką maszynę na korbę, która oddzielała ziarna od słomy. Pamiętam babcię robiącą masło. Później myłem serwatką wlaną do miednicy twarz i ręce. Pamiętam cielaki, które się rodziły i ich karmienie butelką bez smoczka, a z szmatką na końcu butelki, którą ssały. Pamiętam kurczęta w kuchni przy moim łóżku i żarówkę, która je grzała. Pamiętam paprocie z mrozu na szybach i dziurkę wytartą ciepłą ręką. Pamiętam zapach kwiatów rumianku, lawendy, kwiatów z ogródka, ale i zapach gotowanych buraków i gnoju. Wszystko to tkwi w mojej głowie i napawa mnie uśmiechem i radością.

Opublikowano Wspomnienia z dzieciństwa | Otagowano , , , , | Skomentuj