Najtrudniej poznać samego siebie

Popłakałem się w chuj ze wściekłości

Popłakałem się w chuj ze wściekłości

w filozoficznie/prawdziwie/świadomie

Popłakałem się w chuj ze wściekłości!

Do napisania felietonu w tej formie zainspirował mnie polski rap, jak się okazuje na najwyższym poziomie tekstowym i muzycznym, oraz ludzie z polskich stand-up’ów, którzy są prawdziwi do bólu i wszyscy się z nimi z siebie śmiejemy. Zastanawiałem się w czym tkwi moc wypowiedzi tych młodych ludzi i dostrzegłem prawdę. Bez ściemy, bez konfabulacji, czasami ostrą, ale prawdę.

Naga, piękna prawda o sobie samym i wszystkim wokół – zajebiście. Zwykła najprawdziwsza prawda. Ruszyłem więc tym tropem zastanawiając się, o co come on tak naprawdę u mnie, czy też ze mną? I co zobaczyłem? To, co tak naprawdę straciłem i dlaczego tak cierpię. Tą wydumaną niemożność i brak swobody życia, bo nieustannie oczekuję, ale też brak mi chęci, żeby iść coś zrobić, chociażby wyjść i poobcować ze światem.

Popłakałem się w chuj ze wściekłości

Popłakałem się – Obserwacja:

A to było tak. Jak czegoś dawniej pragnąłem to brałem. Nie dosłownie, jak jakiś złodziej. Ale brałem bo chciałem brać i umiałem. Chciałem się uczyć grać na instrumentach, uczyłem się. Zapragnąłem na języki – chodziłem. Chciałem pójść do muzycznej i LO naraz – poszedłem i skończyłem. Zamarzył mi się zespół muzyczny – stworzyłem.

Poszedłem na studia, to najpierw te co tatuś robił, później zaś te co mamusia. Chciałem się wówczas też bawić, to organizowałem najlepsze bale w każdym ówczesnym krakowskim klubie. Chciałem imprezować, ale z pompą, to bywałem i prowadziłem wernisaże, galerie, biby jakich świat ówczesny nie widział.

Zapragnąłem wyjeżdżać to wyjeżdżałem, poznawałem świat, ludzi, cieszyłem się życiem. Chciałem iść do pracy w Agencji Reklamy – poszedłem, zapragnąłem sam otworzyć Agencję Reklamy – otworzyłem, przemodelować życie – przemodelowałem, postanowiłem porzucić zwykłą reklamę dla webmasterki – zrobiłem to.

Chciałem uciec od zgiełku, huku i informacji – uciekłem. Pragnąłem kogoś u swojego boku – sama mnie znalazła. Chciałem hodowlę kotów – mam. Pragnąłem komuś pokazać co można w życiu osiągnąć – pokazałem. Moim największym dziełem jest moja żona Karolina, bez dwóch zdań.

I pewno by ta sielanka trwała, ale się pogubiłem. Pewno nie pierwszy, nie ostatni raz, jak każdy. Zbytnio kurwa zacząłem liczyć na innych i się znów przeliczyłem. A przecież nie ma innych w moim życiu. Jak tu siedzę i piszę ten tekst jestem sam jak palec ze swoimi myślami, schematami i wzorcami i kotami oczywiście.

Moja cudowna żona już śpi, zresztą jest 6:00 rano, a ja siedzę i piszę. I sam to, co jest we mnie, muszę rozwiązać, ale przestało mi się chcieć. Zabrakło mi pasji. I tu obserwacja pomogła, bo przypomniałem sobie jaki kiedyś byłem szczęśliwy, bo mi się chciało nim być. Wszystko mnie pasjonowało. Ale jak sobie przypomniałem, to popłakałem się w chuj ze wściekłości!

Co jest zatem tym pierdolonym motorem napędowym życia. Nie pieniądze i bogactwo, bo to na każdym kroku widać. Nie wiedza, bo ona się dezaktualizuje. Też nie ciągłe poszukiwanie na zewnątrz siebie, bo tak po prawdzie, to nie ma żadnego zewnątrz. Otóż tym czymś jest pasja w nas, a raczej to, co z niej wynika, czyli miłość.

I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko zaczyna płynąć, w głowie się układa, spokój, cisza. I nieważne czym się zajmę, byle by się zająć. Byle by kreować, bo to nas podnosi, w swoich oczach, tych najsroższych. I o to mam zabiegać, nie o względy innych. Nie żyję dla innych, nikt nie żyje. Ale każdy żyje dla siebie. Zatem?!

Rozwój osobisty to nic innego jak dojrzewanie do bycia człowiekiem szlachetnym, kochającym i pokojowym, a nie chorym egoistycznym skurwysynem. Czyli de facto życia ze sobą w zgodzie, w prawdzie, w chęci, w miłości, w pasji, z celem. Ale nie poprzez miłość bliźniego najpierw. Najpierw musi zaistnieć miłość własna, do siebie, a poprzez nią dopiero miłość bliźniego. Bez tej optyki nic nie można i nie da się zrobić.

Nie pomoże też żadne okłamywanie siebie, że ktoś, coś, jakoś pomoże. Bo nie pomoże, dopóki sami się z tym co w nas, nie uporamy. I nie można oczekiwać, nie można liczyć na kogoś lub coś z zewnątrz, bo nic na zewnątrz nie ma. Poza tym można się przeliczyć, lub nie doliczyć. Ale jak okrasimy wszystko pasją, miłością, czasami na początku lekko się do niej zmuszając, to wszystko zaczyna płynąć.

Popłakałem się – Podsumowanie:

Na pohybel ktosiom, bo od nich, w moim życiu jak się okazuje, nic nie zależy. Ale kolejny raz daję się na to nabrać. To co się nam jawi przed oczyma to avatary, wytwory naszej wyobraźni i jak najbardziej materialne. Ale są lub nie, albo bywają, albo nie, a ja do swojej dyspozycji zawsze jestem, 24 godziny na dobę. Tylko musi mi się chcieć.

Należy się cieszyć, że to co złe minęło i już kurwa nigdy nie wróci, a nie babrać się w gównie z przeszłości. To nigdzie nie prowadzi, tylko do cierpienia. To niebezpieczeństwo i nie wolno tam wchodzić, bo i po co. Tkwimy wszyscy w tej pieprzonej przeszłości, albo przyszłości, w tym wyświechtanym “Bóg, honor, ojczyzna”, tym Chrystianizmie i zbawcy narodu, zamiast po prostu żyć tu i teraz.

Coś mi się nieźle pojebało, skoro liczyłem na innych, na ich prawdomówność, obietnice, honor i zwykłe ludzkie uczucia. Mam pół wieku za sobą, a wychowałem się we wzajemnej braterskiej pomocy, bo bez niej w latach mojej młodości, mało kto by przeżył. Tak było i tak musi pozostać, bo nie ma innej drogi. Cwaniacy, hochsztaplerzy i kłamcy z dwulicową gębą do lamusa. Nie ważne kim są. Liczy się tylko prawda.

PS. Popłakałem się w chuj ze wściekłości! Ale znalazłem co straciłem. I nie ostał mi się jeno sznur, jak to drzewiej bywało.

najnowsze z filozoficznie

Czy wiecie, że

Czy wiecie, że …

Czy wiecie, że przejawem manipulacji są wszelkie nasze uprzedzenia i blokady, bo
Świat Ery Wodnika

Świat Ery Wodnika

Świat Ery Wodnika – To, że na naszej planecie zachodzą gigantyczne zmiany
Translate »
idź do góry