Sceptycy i cynicy żyją krócej

Sceptycy i cynicy żyją krócej

w oświecenie/prawdziwie/zdrowotnie

Zastanawiając się i obserwując przede wszystkim siebie, dochodzę do wniosku, że bardzo mało “nas świadomych” w nas samych. To jak określamy siebie, co nam się o sobie wydaje, że tacy jesteśmy, jest nam wyłącznie wpojone, wyuczone, zapożyczone od innych. I w większości jest to fejk, gdyż “rzeczywistość” nieustannie się zmienia, wiedza i obserwacje prą na przód, a my pozostaliśmy ze swoimi poglądami jakieś kilkanaście, bądź kilkadziesiąt lat w tyle. Tacy jesteśmy.

Sceptycy i cynicy żyją krócej.

Sceptycy i cynicy żyją krócejTo co uważamy za swoje /myśli/, wcale takie nie jest. My to tylko przyswoiliśmy, zaabsorbowaliśmy i używamy. Ba, na ogół robimy to przeciwko sobie, bo nieustannie myślimy i wypowiadamy te dyrdymały, głęboko w nie wierząc, a to tylko dyrdymały. W ten sposób chorujemy, cierpimy, zaznajemy brak dostatku. Przez wątpliwości i rozterki. To one stwarzają nasze życie i okazuje się, że zupełnie nie mamy na to wpływu, bo te myśli tak głęboko w nas siedzą.

Świadomość w tym momencie jawi się nam jako zdanie oddzielne, a cały ten nasz bagaż jako kontestacyjny i szkodliwy. Bo czymże są słowa, które wypowiadamy nieświadomie, a stwarzają kreację nam szkodzącą? Od zarania dziejów człowiek dostrzega połączenie umysłu i ciała.

Docierają do nas nawet pewne przykłady tych związków ciała i umysłu. Na przykład to, że stres powoduje objawy fizyczne lub, że depresja odbija się na ciele. Ale nie łączymy tego jeszcze z naszym zachowaniem, wypowiedziami, bądź sposobem myślenia. A przecież negatywne emocje i myśli mogą i mają na nas wpływ fizyczny.

I tu w sukurs idzie nam nauka, ale ta nauka świadoma, empiryczna, także współczesna myśl kwantowa, która, stawiając nas w roli obserwatora, dowodzi naszej mocy kreacyjnej. Ale aby kreować swoją świetlaną przyszłość w zdrowiu i szczęściu, musimy stać się świadomi, a nie pozostawać w nieświadomości. Ogólna nieufność wobec ludzi /ich motywów/ np., prowadzi nas do demencji. Sceptycyzm bowiem rani i nasze serce, sprawia naszemu ciału ból. Zatem prowadzi wprost do choroby np. serca.

Wrogość i nieprzyjazność prowadzi nas wprost do udaru. Depresja zaś może wywołać reperkusje wykraczające poza smutek i brak apetytu. Tu mogą pojawić się takie symptomy jak cukrzyca, zawał serca i niepełnosprawność w późniejszym życiu. Zatem to nasze myśli i emocje mają wpływ na nasze zdrowie, na wszystkie procesy zachodzące w ciele, metabolizm, gospodarkę hormonalną i odporność, a za tym na większość chorób, przez które jako ludzie przechodzimy.

Ale i odwrotnie, gdy czujemy się źle, stajemy się jeszcze bardziej przygnębieni, zestresowani i cyniczni. Wzrasta w nas opór. Wówczas stajemy się mniej aktywni fizycznie i umysłowo, bo jesteśmy zamknięci. W takich przypadkach już nie tyle narażamy się na chorobę, co wprost ją kształtujemy.

Rozwiązaniem jest zatem otwartość, nie tylko umysłu. Należy pochylić się nad swoim stanem i dostrzec, że to aktywność człowieka powoduje jego dobry stan fizyczny. Że otwartość zmusza nas do poszukiwań rozwiązań. I na koniec, że to świadomość nas samych sprzyja szczęściu i miłości, nie odwrotnie.

Te i wiele innych zagadnień porusza współczesna nauka i medycyna. Mówią one wyraźnie, że to nasze wewnętrzne konflikty leżą u podstaw każdej choroby. To brak wewnętrznej zgody i kierowanie się bzdurnymi schematami i programami powoduje nasze cierpienie. I bynajmniej nie jest to kara boska.

PS. Jeśli w coś wierzysz, to istnieje. Jeśli nie, to nie.