Za bardzo się ze sobą certolimy

Za bardzo się ze sobą certolimy

w świadomie/prawdziwie/topowo

Ludzie od wieków przekraczają swoje granice, strach, przeszkody, rozwiązują problemy przyziemne i całej ludzkości, często tracąc życie. O jednych słyszymy. o drugich nie, ale ich ślad pozostaje w świadomości, w chmurze informacyjnej, w zapisie komórkowym. Czyli zawsze zapisany jest trwale. Ludzie niepełnosprawni zdobywają złote medale, walczą ze swoimi ograniczeniami i wygrywają. A my ci zwykli za bardzo się ze sobą certolimy.

Za bardzo się ze sobą certolimyŁazimy i stale narzekamy, głównie na nasze zdrowie, niedostatki, braki i widzi misie. Jesteśmy jedynym gatunkiem, który zamiast działać by przetrwać – woli się poddać, zamiast walczyć – polec, zamiast przeżyć – umrzeć. Później to już cała feria narzekania i biadolenia, bo trzeba wzbudzić poczucie winy, trzeba wzbudzić żal, trzeba cierpieć i rozdzierać szaty. Czy aby trzeba? Naprawdę jesteśmy tak porąbani i zaślepieni? Sprawia nam przyjemność odsłonięcie siebie i narażenie na brak akceptacji, na odrzucenie i samotność. Kogo obchodzi co ci dolega, skoro ma swoje problemy? Każdy ma ważniejsze rzeczy na głowie – swoje nie twoje. Nie dajesz rady – odpadasz. Przyjmij to na klatę i siedź cicho ofiaro lub żyj.

Życie to nieustanne odkrywanie siebie, swojego celu w życiu i jak kto umie dążenie do szlachetności, szczęścia i pokoju, a na końcu oświecenia. Inna droga jest zmarnowaniem własnych szans, gdyż jest egotyczna, destrukcyjna i usłana cierpieniem. Ciągłe zawieszenie w przeszłości i pragnienie wymuszenia przyszłości, odciąga nas od teraźniejszości. A tu i teraz doświadczamy. To tu i teraz toczy się życie, nie przedtem, ani zaś potem. I to co nam się wydaje, że istnieje jakiś czas, jest doprawdy śmieszne i jednocześnie żałosne. Bo osłabia naszą potrzebę przetrwania, ale też potrzebę szczęśliwego życia.

Tkwimy w tej przeszłości, obwiniając wszystko za swoje niepowodzenia, tak jakby to było prawdą, a nie jest, bo ciało nam mówi inaczej. Cierpienie i ból prowokowane naszym niewłaściwym zachowaniem, jest wskaźnikiem rozwoju. Cierpimy i nurzamy się w niskich energiach, poprzez wstyd, winę, apatię, żal, strach, pożądanie, złość. To zaś prowadzi nas na manowce jestestwa, tam gdzie wcale nie chcemy być. Co zatem począć? Żyć w prawdzie i pokoju! To gwarantuje z czasem spokój, miłość, radość i szczęście. Żyj zatem mądrze, ale najpierw rozchodź co cię boli.

Za bardzo się ze sobą certolimy!

PS. Nie zagłębiaj się w przeszłości, nie śnij o przyszłości, skoncentruj swój umysł na obecnej chwili. – Buddha