Ze mną jest coś nie tak

Ze mną jest coś nie tak

w filozoficznie/patriotycznie/prawdziwie

Ze mną jest coś nie tak!

Mimo iż stworzony jestem do sztuki, kontemplacji, miłości, niesienia pomocy swoją wiedzą, emocjami i pomysłami … świadomością, całe zaś życie muszę ciągnąć wózek bólu i cierpienia. Nikt i nic nie może mi pomóc. Czuję jednak, że jest iskierka nadziei i ja sam mogę sobie pomóc. Sam do tego dojść. Bywa, że dochodzę, ale teraz nie ma co palić, bo starszaki pozamykali maluchów, żeby średniaki nie miały zabawy, a i tak tata przyjdzie i nastrzela w dupę i wywali wszystko do kibla i spuści wodę.

Ze mną jest coś nie takCałe życie interesuje mnie sztuka, w zasadzie wszystkie formy, literatura, proza, poezja, muzyka. Tworzę, piszę, gram. Pół życia towarzyszy mi również ból i cierpienie. I zastanawiam się nad tym. Czy to odczuwanie zawsze towarzyszy wrażliwości, inteligencji i szerokiemu widzeniu świata? Czy to tylko ja tak mam? Historia sztuki podpowiada nam różne warianty, raz cierpiące, raz nie, generalnie brak wniosków. A mnie generalnie boli cały czas i cierpię bez przerwy, nie licząc tych chwil, gdy, no wiecie, mam troszeczkę kataru. I tu w sukurs przychodzi historia sztuki, bo niedaleko sięgać. Wszak nasz Witkacy wydał podręcznik psychodeliczny swoim życiem. Ale on żył w innych czasach, gdzie było wolno. A teraz nie wolno! A dlaczego? Ja się z tym nie zgadzam.

Ze mną jest coś nie tak, …

bo ja bym chciał tak bez przerwy, cały czas, bez bólu, bez lęku, bez zmęczenia, ze swobodą i radością. Nie mogę? Nie pozwolą mi? Zabronią mi być zdrowym i szczęśliwym? A to jakim prawem? Ale kto mi zabroni? Itd, itp. Taka dociekliwa postawa pociąga za sobą świadome i wolnościowe działania. Brak TV, brak radia, brak konta, brak telefonu, brak jakiejkolwiek własności, brak przyjaciół i bliskich. Żadnej też rezonacji z systemem, nawet najmniejszej. Nie ma potrzeby. Po dwudziestu paru latach pracy proponują mi 600 zł emerytury. Mimo, iż były to lata największych zarobków, parokrotnie przewyższających średnie. Dziękuję!

Chyba ze mną jest coś nie tak.

Widzę, że nie mogę nikogo, za to, co się dzieje, ani winić, ani też  obarczać w żaden sposób. To ja winien jestem tego syfu, który jest. To ja stworzyłem tę komunistyczną hybrydę, która wespół z czarnymi magami tworzy ten Matriks, w którym żyjemy. To ja zezwoliłem na to, że mi włażą na głowę, zabraniają, nakazują, ograbiają i poniżają. To ja ograbiłem siebie z tego, co pół rozwiniętego świata, a cała część nie rozwiniętego ma. Wolności myślenia, wyznania i wiary – niezbywalnych wolności człowieka. Tak! To ja się sam ograbiłem z tego wszystkiego w imię nieustannych myśli. Precz mi z myślami! Won myśli!

No chyba jednak ze mną jest coś nie tak.

Tylko jak tego dokonać? Jak wyzbyć się tych wszystkich myśli, że muszę, że ważne, że mam obowiązek, że powinienem, że nie mogę, albo nie potrafię, że mi się nie chcę, albo, że mi się chce, ale czegoś nie ma, brak, że ktoś to w końcu zrobi, ktoś zmieni, ktoś naprawi. Ale kto ma zrobić i zmienić moje życie? Jak ktokolwiek kiedykolwiek się do niego dobierał, żeby w jakiś sposób zmienić, to zawsze spierdolił. Przecież stąd to cierpienie i ból. Bo przyjąłem i się zgodziłem – ja sam. Zatem mnie wiń, jak musisz albo zobacz to, co zrobiłeś na własne oczy i pomyśl.

Czy ze mną jest coś nie tak?

Na wszystko co złe, choroba, ból, cierpienie, niedostatek, brak, pożądanie, chęć, itd., każdy musi się zgodzić. Ja się zgodziłem kiedyś, widzę to teraz wyraźnie. Przyjąłem to do siebie. To ja to zrobiłem. Ja tego dokonałem. To ja na siebie to ściągnąłem i obwiniać mogę tylko siebie. Ależ mi jest siebie żal, bo nie widziałem, nie wiedziałem, do głowy mi nie przyszło, że to ja się na wszystko zgodziłem, biernością, a teraz słono płacę. Ale to mój świat i nie mogę go oddać. Stworzyłem mentalnego potwora, potwora sanacyjno-katolickiego. Żyć swobodnie się z nim nie da, zatem albo ja, albo on.

JA mogę to wszystko zmienić!